
|
Michał Kamiński ur. 1991, uczeń XII Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego we Wrocławiu (klasa o profilu matematyczno-geograficznym z rozszerzonym angielskim).
Zainteresowania: gra na giełdzie, muzyka alternatywna, ambitne kino, szachy.
|
Laptop piechotą
nie chodzi
Rozmowa z Michałem Kamińskim, zwycięzcą III Olimpiady Przedsiębiorczości.
– To dość niezwykłe, że uczeń I klasy startuje w olimpiadzie, a już zupełnie niebywałe że zajmuje I miejsce w Polsce. Decyzja o starcie w olimpiadzie była twoja własna czy ktoś ci pomógł ją podjąć?
– Uczniowie I klasy startują w olimpiadach raczej po to, aby zobaczyć „jak to jest”. Na sukcesy liczą w przyszłych latach. Z podobnym zamysłem wystartowałem i ja. Los chciał, że potoczyło się to, w moim przypadku, troszkę inaczej. Do udziału w Olimpiadzie skłonił mnie mój nauczyciel od przedsiębiorczości. A skoro już zostałem zgłoszony, pomyślałem, że wypada się poduczyć, żeby nie wypaść źle…
– Czy ekonomia jest jakąś twoją specjalną pasją, z którą przyszedłeś już do liceum?
– Już w gimnazjum zacząłem interesować się inwestowaniem na giełdzie. Najpierw bawiłem się wirtualnymi pieniędzmi, później zacząłem obracać prawdziwą gotówką. Chcąc nie chcąc, aby mieć jakiekolwiek szanse w „starciu” z poważnymi inwestorami, musiałem zapoznać się z podstawami ekonomii. Wiedza potrzebna w Olimpiadzie Przedsiębiorczości była oczywiście znacznie większa, ale miałem prawie pół roku na przygotowanie. To nie jest dużo, biorąc pod uwagę, że wymaga się od nas wiadomości, które są wykładane na II roku studiów ekonomicznych. Na szczęście nauka przychodziła mi z łatwością: robiłem to z pasją, a wtedy wszystko wydaje się prostsze.
– Co w ekonomii jest dla ciebie najbardziej pociągającego?
– Logiczne myślenie, konieczność dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych. Jest tu miejsce na analizę, kreatywność. Jeden problem często ma wiele rozwiązań. W innych naukach to rzadkość, tam wymaga się od nas wpisania odpowiedzi w klucz albo tzw. „wykucia” bez zrozumienia. Ekonomia to także przedmiot, którego znajomość można wykorzystywać na co dzień. Każdy przedsiębiorca, który chce do czegoś dojść, musi znać jej podstawy. Znajomość ekonomii to klucz do sukcesu, trzeba jeszcze umieć odpowiednio wykorzystać tę wiedzę!
– Tematyka Olimpiady Przedsiębiorczości jest bardzo szeroka. Jakie zagadnienia ekonomiczne ciebie przede wszystkim interesują?
– Najbardziej interesuje mnie to, co mogę wykorzystać w praktyce. Na przykład znajomość psychologii i różnych sposobów na zarabianie. Lubię także makroekonomię. Dobrym pomysłem organizatorów tej Olimpiady są pytania z bieżących wydarzeń biznesowych. Jako że informacje gospodarcze śledziłem jeszcze przed Olimpiadą, więc nie był to dział, z którym miałbym jakiś większy problem.
– A jak podobał ci się temat przewodni tej edycji Olimpiady? Czy psychologia biznesu to zagadnienie dla ciebie ciekawe?
– Początkowo wydawało mi się, że to nie jest zbyt dobry temat przewodni. Obawiałem się, czy Olimpiada Przedsiębiorczości nie przerodzi się w olimpiadę psychologiczną. Chociaż psychologia biznesu nie jest dziedziną stricte ekonomiczną, okazało się, że to bardzo ciekawy temat. Dzięki temu dostrzegam wiele rzeczy, z których wcześniej nie zdawałem sobie sprawy... Na przykład dlaczego nie lubimy sprzedawać przedmiotów należących do nas, nawet za cenę wyższą niż ich rzeczywista wartość.
– Jednym z celów tej Olimpiady jest wzmacniać postawy przedsiębiorcze u jej uczestników. Co na ten temat sądzisz? Czy olimpiada jest dobrą metodą do realizacji takiego celu? I jak oceniasz własną przedsiębiorczość?
– Należy najpierw odpowiedzieć na pytanie, co to w ogóle jest przedsiębiorczość? Ja tłumaczę to jako umiejętność radzenia sobie w życiu. Sądzę, że szczególnie pomocna w „kształtowaniu postaw przedsiębiorczych” jest konieczność wygłoszenia w III etapie Olimpiady prezentacji, a także grupowe studium przypadku w etapie okręgowym. Czy ja jestem przedsiębiorczy? To się okaże w przyszłości...
– Czego dotyczyła przygotowana przez ciebie prezentacja na finał? Jak ją przygotowywałeś?
– Ogólnym tematem, który wybrałem, były decyzje inwestorskie. Temat nie dość, że pokrywał się z tematem przewodnim olimpiady, to dodatkowo jest mi bliski, gdyż sam inwestuję na Giełdzie Papierów Wartościowych.
Od początku przygotowywania prezentacji wiedziałem, że bez sensu jest uczyć się na pamięć tego, co chcę powiedzieć. Prezentacja „odtworzona” z pamięci, słowo w słowo, nigdy nie będzie ciekawa dla odbiorcy. Ważne jest odpowiednie wypunktowanie tego, co pragniemy przekazać, resztę należy zostawić improwizacji. Do samej prezentacji nie przygotowywałem się jakoś szczególnie. Szczerze mówiąc, nie przypuszczałem, że będę miał okazję ją wygłosić. Zasada jest taka, że przy wejściu na salę losuje się jeden z trzech podtematów zagadnienia, które się wybrało. Zatem do ostatniej chwili nie wiadomo, o czym będzie się mówiło. Wylosowałem temat, czy inwestowania można się nauczyć. Jest to ciekawe zagadnienie, choć trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
– Czy wygłoszenie takiej prezentacji to wielki, średni, czy mały stres?
– Zawsze to jest jakiś stres, w moim przypadku jednak niezbyt duży. Lubię występować przed innymi, nie czuję wtedy żadnego paraliżującego strachu. Gdy usłyszałem, że mam wygłosić prezentację, czułem ogromną radość: byłem w gronie laureatów! Wygłoszenie prezentacji to miała być zwykła formalność. Przed wejściem na salę byłem spokojny. Cieszyłem się na myśl, że mogę wypowiedzieć się na temat, który mnie interesuje.
– W tym roku w Olimpiadzie Przedsiębiorczości startowało 15 177 zawodników. Jak się czułeś jako pierwszoklasista w towarzystwie swoich rywali?
– Zdecydowanie uważam, że dzięki temu, że byłem z pierwszej klasy, miałem większe szanse na sukces. Po pierwsze, nie stresowałem się, że w razie porażki wszystko będzie stracone. Po drugie, nie musiałem się uczyć do matury. Po trzecie, nie miałem aż tak „zaśmieconego” wiadomościami umysłu po trzech latach nauki w liceum (śmiech). Natomiast w trakcie samej Olimpiady nie było czasu na zastanawianie się, kto jest z której klasy: wszyscy byli traktowani jednakowo.
– A jak się czułeś, ściskając ręce profesorów ekonomii?
– Spotkanie z tak szanownym gronem to niezapomniane przeżycie. Miałem okazję poznać choćby profesora Leszka Balcerowicza, który niewątpliwie jest ekonomistą cieszącym się ogromnym autorytetem.
– Jakie masz refleksje po Olimpiadzie? Może czegoś nowego się o sobie i – o świecie dowiedziałeś?
– Przekonałem się na własnej skórze, że chcieć to móc. Wcześniej myślałem, że nie mam żadnych szans nawet na miejsce w pierwszej dziesiątce. Myślałem: przecież tam będą ludzie, którzy pewnie przez trzy ostanie lata nic nie robili, tylko przygotowywali się do tej olimpiady... Do teraz nie wiem: to ja okazałem się taki dobry czy konkurencja zawiodła? (śmiech). Nauczyłem się także, że czas to bezcenny zasób, którym trzeba nauczyć się zarządzać i odpowiednio go rozdzielać. Nikt nie może pracować bez przerwy, a często musiałem decydować, czy pouczyć się na sprawdzian z matematyki, czy na Olimpiadę.
– Masz jakieś rady dla startujących w przyszłych edycjach tej Olimpiady?
– Startujcie już w pierwszej klasie! Wielu uczniów przekłada to na następny rok zupełnie niepotrzebnie. Nie lepiej już teraz zdobyć indeks i mieć luz do końca szkoły? A co było moim kluczem do sukcesu? Sam nie wiem... Po prostu interesuję się ekonomią, to wszystko. Bardzo ważny jest spokój i dystans: nie wygracie z podejściem „muszę zwyciężyć”. Gdy przyjdzie chwila zwątpienia, pomyślcie sobie, że teraz popracujecie trochę ciężej, ale za to jaki będziecie mieli spokój podczas pisania matury!
– A jak ci idzie z nauką z innych przedmiotów? Masz jakieś inne zainteresowania oprócz ekonomii?
– Obecnie interesuję się tym, jak zostać niezależnym finansowo przed ukończeniem dwudziestki (śmiech). A do przedmiotów szkolnych nie muszę się już teraz tak bardzo przykładać. Być może za rok wystartuję w Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej. Nie wiem jeszcze, co z kolejną edycją Olimpiady Przedsiębiorczości – z jednej strony dobrze byłoby dać szansę innym, z drugiej, laptop piechotą nie chodzi...
– Masz jakieś plany związane z wygraną w tej edycji Olimpiady?
– Chciałbym przygotować grupę uczniów z mojej szkoły do startu w przyszłej edycji. Do studiów mam jeszcze dwa lata, na razie tym się nie martwię. Za rok, najprawdopodobniej, będę próbował wyrobić sobie licencję maklerską. Będzie to na pewno wielkie wyzwanie, ale człowiek musi wyznaczać sobie ambitne cele.
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Magda Tytuła